Strona główna
opoka.photoopoka.org.pl


2020-04-24 06:18
PS

Usłyszeć głos ocalonych

"Złamać sekret, zdecydować się mówić, aby przestać nieść wroga na swoich plecach" – to główny cel, dla którego ofiary wykorzystania seksualnego potrzebują mówić o dramacie, którego doświadczyły.

Autor/źródło: pexels.com/ochrona.episkopat.pl

"Złamać sekret, zdecydować się mówić, aby przestać nieść wroga na swoich plecach" – to główny cel, dla którego ofiary wykorzystania seksualnego potrzebują mówić o dramacie, którego doświadczyły. Choć niekiedy mija kilkadziesiąt lat, zanim znajdą w sobie siłę, by mówić o tym, co się wydarzyło. Ale oprócz wewnętrznej siły potrzeba jeszcze czegoś, a właściwie kogoś...  "Aby odważyć się na to i przestać patrzeć na siebie przez pryzmat wstydu i upokorzenia, ofiara potrzebuje uważnych i potrzebnych uszu, słuchających bez osądzania" – przekonuje Joël Pralong. On sam stał się takim słuchaczem dla siedmiu osób zranionych seksualnie w dzieciństwie. Oddaje im głos w książce "Łzy niewinności. Przemoc seksualna w dzieciństwie. Droga duchowego uzdrowienia" (W drodze, 2020). Dzięki ich świadectwom możemy dotknąć tego potwornego bólu, odkryć mechanizmy manipulacji, jakimi posłużyli się sprawcy (w tym kilku duchownych), jak również zapytać samego siebie: na ile ja potrafię usłyszeć głos skrzywdzonego?

Krzyk bólu – tłumiony przez lata

Opowiedzenie o swojej krzywdzie, nawet po wielu latach, jest dla wielu osób wciąż niemożliwe. Niekiedy potrzeba wielu prób, by w końcu wyrzucić z siebie opowieść o dramacie, który się wydarzył. Alicja, która dzieli się swoją dramatyczną historią z o. Joëlem Pralongiem, wyznaje, że w przeszłości szukała specjalistycznej pomocy: "Zapukałam do drzwi lekarza, ale kiedy poprosił bym opowiedziała swoją historię, wszystko się we mnie zablokowało, słowa ugrzęzły w gardle. Wyszłam od niego jeszcze bardziej załamana. Nigdy już tam nie powróciłam" – dodaje. Doniesienie na policję również nie przyniosło rezultatu, bo wskutek manipulacji jej ojca, procedura nie została wszczęta.

Skrzywdzony przez księdza Marc już jako dziecko trafił pod opiekę psychologa specjalizującego się w pedofilii. Wysłała go tam ciotka zakonnica, która widząc jego niepokój, zaczęła podejrzewać, czy nie padł on ofiarą wykorzystania seksualnego. Tyle że ów specjalista – jak zwraca uwagę Marc – nigdy nie zdołał postawić właściwych pytań: "Przez długie lata życia byłem poddawany terapii, która nie przynosiła najmniejszego efektu. Historia gwałtu nigdy nie wypłynęła podczas naszych rozmów". Ostatecznie to właśnie ciotce udało się – jak określa Marc –  "zadać właściwe pytania", dzięki czemu "wyrzucił jej z siebie całą prawdę".

Denis jako nastolatek został brutalnie wykorzystany seksualnie podczas wizyty u lekarza. Próbował zepchnąć ten fakt w niepamięć, szukając ukojenia w "pójściu na całość", zerwał kontakt z Bogiem. Prawie 20 lat później zrozumiał, że nie da się od tego uciec. "Wylałem na papier całą moją gorycz, opowiedziałem o wszystkim: gwałcie, winie, wstydzie, chęci samozniszczenia, itd. Rozesłałem moją historię do rodziny i przyjaciół. Wreszcie, po raz pierwszy, mogłem mówić!" – przyznaje. To był klucz do drogi uzdrowienia, także duchowego, umożliwiającego Denisowi odbudowanie relacji z Bogiem. "Stopniowo do mojej pamięci powracała historia gwałtu, ale patrzyłem na nią oczami Jezusa, mój oprawca nie był już ponad mną, ale naprzeciw mnie. Nie pozwalałem już, aby miał nade mną przewagę".


>>> NAGRANIE WIDEO: Dlaczego  osoby wykorzystanie seksualne mówią po wielu latach? <<<

Usłyszeć skrzywdzonych

Trudność z wypowiedzeniem swojej krzywdy przez osobę zranioną dodatkowo potęguje brak otwartości z drugiej strony i nieumiejętność przyjęcia tej bolesnej prawdy. Im większy autorytet sprawcy, tym trudniej uwierzyć, że mógł dopuścić się molestowania dziecka czy wykorzystania osoby nieletniej. Gdy sprawcą był duchowny, wspólnocie niejednokrotnie trudno to przyjąć. Do tego dochodzi kreowane przez media wyobrażenie, że najważniejsze są kwestie odszkodowań i rozliczenia hierarchii za brak zdecydowanych działań, co sprzyja wzmocnieniu przekonania niektórych, że chodzi o walkę z Kościołem. – Wiadomo, że pieniądze i przestępstwa, o które oskarża się biskupów, budzą dużo emocji i skupiają uwagę. Chciałbym jednak, abyśmy skupili się na tych, którzy są skrzywdzeni – apelował jakiś czas temu w Sekretariacie Episkopatu w Warszawie do dziennikarzy dominikanin o. Tomasz Grabowski, prezes wydawnictwa "W drodze", które opublikowało książkę "Łzy niewinności". – Proces uzdrowienia psychologicznego i duchowego zaczyna się od tego, żeby usłyszeć i potraktować serio tego, kto został skrzywdzony – dodał.

"Tylko z cierpliwego słuchania ocalonych rodzi się świadomość ich bólu i dramatu. Żeby mieć wyobrażenie ogromu spustoszenia, jakie powoduje wykorzystanie seksualne osoby małoletniej – jeśli w ogóle można to sobie wyobrazić – trzeba cierpliwie wsłuchiwać się w cierpienia tych, którzy zostali w ten sposób skrzywdzeni" – podkreślił abp Wojciech Polak, który napisał wstęp do książki Pralonga. Z bólem zauważył w nim, że brak słuchania pokrzywdzonych przyczynił się do poważnych błędów w postępowaniu Kościoła. "Zawstydza nas fakt, że głos osób pokrzywdzonych przez długi czas był w Kościele i społeczeństwie przyjmowany z niedowierzaniem i wrogością, ignorowany i lekceważony, ukrywany i wyciszany. Niestety, także dziś nie jesteśmy zupełnie wolni od tego rodzaju mechanizmów obronnych" – przyznał Delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. ochrony dzieci i młodzieży. Zwrócił też uwagę, że "tym, którzy zdobyli się na odwagę opowiedzenia o swojej krzywdzie, należy się z naszej strony ogromny szacunek i wdzięczność".

– Bardzo się cieszę się, że Kościół zaczyna mówić głosem osób skrzywdzonych – podkreśla ks. Piotr Studnicki, kierownik Biura Delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży. – Na stronie ochrona.episkopat.pl sukcesywnie przybywa świadectw osób, które przeżyły dramat wykorzystania seksualnego. Osoby zranione dzielą się swoimi trudnościami, które są skutkiem przeżytej traumy, pozwalają dotknąć swojego bólu. Mówią otwarcie o swoich obawach i oczekiwaniach wobec wspólnoty Kościoła. Mam nadzieję, że wsłuchiwanie się w ich głos pobudzi nas do działania, do jeszcze odważniejszego i odpowiedzialnego reagowania na zło, a także do realnego towarzyszenia osobom zranionym. One są przecież pośród nas, w Kościele – dodaje.

To istotne zadanie dla całej wspólnoty Kościoła: stworzyć w parafiach, w grupach formacyjnych takie warunki, żeby osoby skrzywdzone nie bały się otworzyć, żeby miały pewność, że ich głos będzie potraktowany z pełną powagą i z szacunkiem, a odpowiedzią na opowieść krzywdy, której doznały będzie pomocna dłoń wyciągnięta w ich stronę.



Marta Dalgiewicz

/Zezwala się na kopiowanie w całości z podaniem źródła - ochrona.episkopat.pl/



Podziel się tym materiałem z innymi: