Strona główna
opoka.photoopoka.org.pl
2019-05-30 16:03
AC / Gniezno / Bernadeta Kruszyk/ KAI

Sam powiedział „Gniezno” - 40. rocznica pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II

W pierwotnym programie pielgrzymki 1979 roku Gniezna nie było. Propozycja wyszła od samego Jana Pawła II. Jak czytamy w notatkach kard. Macharskiego: „sam powiedział: Gniezno”.

Autor/źródło: Pixabay, goronzo, licencja: CC0

Ale zanim te słowa padły między stroną kościelną i władzami PRL toczyły się mozolne negocjacje odnośnie terminu pielgrzymki. Ówczesny pierwszy sekretarz KC PZPR Edward Gierek mógł tylko pozazdrościć swojemu poprzednikowi Gomułce bezceremonialności, z jaką ten w 1966 roku odmówił zgody na przyjazd Pawła VI do Polski. W nowych okolicznościach, gdy na tronie papieskim zasiadł Polak, takie posunięcie było po prostu niemożliwe. Do czego zatem dążyła komunistyczne władza? Ano do tego, aby papieską wizytę odwlec, najlepiej „na święte nigdy”.

A Episkopat? Już dzień po wyborze prymas Wyszyński zaprosił Jana Pawła II do Ojczyzny. Biskupi chcieli – i takie pragnienie miał też sam papież – aby wizyta odbyła się w maju 1979 roku, kiedy przypadało 900-lecie śmierci św. Stanisława. Na to komuniści uparcie zgody dać nie chcieli, argumentując ustami towarzysza Stanisława Kani, kierownika Zespołu KC PZPR ds. Polityki Wyznaniowej, że nie ma sensu przywoływać historii o „głowie biskupa i o królewskim mieczu” (wszak krakowski biskup Stanisław zginął z rozkazu, a może i ręki Bolesława Śmiałego). To – konkludował Kania – mogłoby przywodzić na myśl „ostrość starcia Kościoła z władzą państwową”. Zatem jeśli nie maj, to kiedy?

Negocjacyjne przeciąganie liny, przerywane kilkoma patami, trwało do lutego 1979 roku. Strona rządowa proponowała 1982 rok (600-lecie klasztoru na Jasnej Górze). Dla papieża i polskich biskupów było to jednak zdecydowanie za późno. Pielgrzymka miała się odbyć jeszcze w 1979 roku. Ówczesny watykański sekretarz Rady ds. Publicznych abp Agostino Casaroli ostrzegał, że jeśli władze państwowe poinformują Jana Pawła II, że jego przyjazdu sobie nie życzą, ten zrezygnuje z pielgrzymki i nie powstrzyma się przed publicznym komentarzem, dlaczego to zrobił. – Wolę nie myśleć jakie to będzie miało skutki – stwierdził Casaroli.

Po kolejnych turach rozmów i odrzuceniu kolejnych majowych i sierpniowych terminów strony doszły do porozumienia. Czerwiec 1979 rok. Ostateczną datę wybrał sam papież. – Ja nie przyłożę ręki do konfrontacji, nie zależy mi na prestiżu – miał powiedzieć, co jasno wskazuje, jakie stanowisko w tej sprawie zajmował.

Kryptonim „Lato-79”

Wspomniany kompromis osiągnięto podczas rozmów w Watykanie pod koniec lutego 1979 roku. Kilka dni później, 2 marca Henryk Jabłoński, przewodniczący Rady Państwa, skierował do Watykanu oficjalne zaproszenie. Tego też dnia Polacy dowiedzieli się o pielgrzymce z radia i telewizji, a następnego z gazet. Dowiedział się też Kreml. Choć wyrażenie zgody na pielgrzymkę Moskwa uważała za posunięcie realistyczne, sekretarz generalny KC KPZR Leonid Breżniew ostrzegał Gierka: – Jeśli chodzi o wizytę papieża, to już teraz należy pomyśleć o neutralizacji jej skutków. Będzie przecież dużo wrzawy wokół tego. Jeśli partia się do tego nie przygotuje, to moim zdaniem będzie źle.

Partia ostrzeżenia nie zlekceważyła. Jeszcze w tym samym miesiącu powołano specjalny sztab operacji o kryptonimie „Lato-79”, którego nominalnym zadaniem było zabezpieczenie papieskiej wizyty, faktycznie zaś zajmował się „rozwijaniem działań operacyjno-rozpoznawczych i profilaktyczno-neutralizujących wobec grup i środowisk kontrolowanych przez MO i SB”. Wszystkim kierował osławiony Departament IV” powołany – przypomnijmy – w 1962 roku do rozpracowywania i zwalczania Kościoła. Pielgrzymów miały rejestrować kamery. Montowano podsłuchy. Rozpoczęła się też akcja propagandowa. Ludziom odradzano uczestnictwo w głównych celebrach zapewniając, że „wszystko będzie w telewizji”.

W Polskę poszły plotki, jakoby w czasie styczniowej wizyty papieża w Meksyku stratowano tysiące ludzi. Wielu pod naporem tłumu miało zostać dosłownie przeciętych na pół przez liny oddzielające sektory. Przestrzegano przed udarami, omdleniami, ściskiem, brakiem jedzenia, złodziejami, którzy będą okradać puste domy, a nawet przed epidemią. Rozpowszechnianie tych pogłosek powierzono gminnym i zakładowym jednostkom partyjnym.

Dziś może wydawać się to śmieszne, ale kilka dni przed przyjazdem papieża przez Gniezno przejechał konwój ciężarówek wyładowanych trumnami – dla potencjalnych „ofiar” papieskiej wizyty. Na czas pielgrzymki opróżniono też milicyjne areszty, przygotowując miejsce dla zatrzymanych podczas spotkań z papieżem.

Gniezno dopisać

Rezygnację biskupów z jubileuszowego, majowego terminu i przesunięcie wizyty na czerwiec władza ludowa uznała za swój sukces. W końcu Wyszyński, Wojtyła i Episkopat nie postawili na swoim. Ten „sukces” – co zgodnie podkreślają historycy – okazał się zwycięstwem pyrrusowym, do czego po niejakim czasie doszli też PRL-owsy decydenci.

Pielgrzymka 1979 roku, trwająca od 2 do 10 czerwca, z Zielonymi Świątkami w trakcie, wzmocniła ducha narodu i stała się impulsem ku wolności.

Warto dodać, że w pierwotnym majowym programie Gniezna nie było. Nie brano go też pod uwagę w trakcie negocjacji. Z zapisków kard. Franciszka Macharskiego wynika, że propozycja wyszła od samego papieża: „sam powiedział: Gniezno” zanotował metropolita krakowski. W niedzielne przedpołudnie 3 czerwca 1979 roku na błoniach w Gębarzewie na papieski helikopter czekały setki tysięcy pielgrzymów z całej Polski. Ludzie organizowali się w grupy. Część dotarła pociągami, choć oficjalnej informacji o kursach nie było. Panie w kasach podawały ją „spod lady”. Wyjazdy organizowały parafie, z niemałym wysiłkiem, autokary były przecież państwowe.

We wspomnieniach uczestników powtarza się motyw ogólnej życzliwości. Ludzie dzielili się wodą, jedzeniem, parasolami, pod którymi chronili głowy przed palącym słońcem. Nie było barierek i kordonu ochroniarzy. Papież był na wyciągnięcie ręki – bez selfie sticka i smartfona. Po powitaniu w Gębarzewie wielu ruszyło pieszo do Gniezna. Cała trasa była udekorowana. Ludzie czekali wzdłuż drogi. Wynosili z domów obrazy, ozdabiali płoty i figury kwiatami, proporczykami, papieskimi flagami. Nie inaczej było w Gnieźnie, gdzie na papieża czekano od wczesnych godzin rannych. Na jednym ze zdjęć widać udekorowaną ulicę Tumską i ludzi klęczących jak okiem sięgnąć w skupieniu i ciszy.

Prorocze wołanie

Wizyta Jana Pawła II w mieście św. Wojciecha, podobnie jak cała pielgrzymka, była nie tylko wielkim przeżyciem duchowym, ale i wydarzeniem o doniosłych następstwach społeczno-politycznych. Odbyła się – jak napisał w jednym z artykułów abp Henryk Muszyński: „kiedy struktury komunizmu były jeszcze trwałe i mocne, a obecność papieża w Polsce była uważnie śledzona nie tylko przez komunistyczne władze Polski, ale także przez przywództwo całego bloku komunistycznego.

Pielgrzymka ta miała trudne do przecenienia skutki dla przyszłości Kościoła, a pośrednio także dla ateistycznego systemu komunistycznego w Polsce i Europie”. Kardynał Stanisław Dziwisz w jednym z wywiadów przyznał wprost, że to właśnie Gniezno, a nie mur berliński, zapoczątkowało proces rozmontowywania żelaznej kurtyny dzielącej ówczesną Europę.

Do historii przeszło wołanie papieża o duchową jedność Europy: „Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten papież Polak, papież Słowianin, właśnie teraz odsłonił duchową jedność chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu? Tak! Chrystus tego chce! Duch Święty tak rozrządza, ażeby to zostało powiedziane teraz, tutaj w Gnieźnie!”. Były to niesłychane słowa. Zwierzchnik Kościoła katolickiego z wysokości swojego urzędu i autorytetu zakwestionował porządek jałtański. Głosem słyszalnym dla całego świata upomniał się o uciskane narody zza żelaznej kurtyny. Podniósł głowę Polakom i wlał w nich nowego ducha.

To właśnie w Gnieźnie zaczęła się krystalizować myśl o duchowej jedności podzielonej Europy, którą przez blisko półwiecze raniły skutki II wojny światowej. Homilia wygłoszona tego dnia w Gnieźnie stała się niejako programem pontyfikatu Jana Pawła II. Była ona – jak sam później powiedział – odczytaniem zamierzeń Bożych dotyczących ostatniego ćwierćwiecza drugiego tysiąclecia.

Kawał serca tutaj zostawiłem

W Gnieźnie – zdaniem wielu – zaczął się też szczególny dialog, jaki Jan Paweł II prowadził z młodzieżą przez cały pontyfikat. „Jesteś naszą nadzieją” – napisali na jednym z transparentów młodzi ludzie czekający 3 czerwca 1979 roku pod balkonem Rezydencji Arcybiskupów Gnieźnieńskich. – Jesteście nadzieją Kościoła, jesteście moją nadzieją – powtarzał później wielokrotnie papież.

Podczas pamiętnego spotkania w Gnieźnie przypomniał młodym Polakom o bogatym dziedzictwie, którego są spadkobiercami. – Kultura jest dobrem wspólnym narodu. Kultura polska jest dobrem, na którym opiera się życie duchowe Polaków. Ona wyodrębnia nas, jako naród. Ona stanowi o nas przez cały ciąg dziejów (…) Naród polski przeszedł ciężką próbę utraty niepodległości, która trwała z górą sto lat, a mimo to pozostał sobą, pozostał duchowo niepodległy, ponieważ miał swoją kulturę! – mówił młodym zebranym tłumnie na Wzgórzu Lecha papież.

Apelował też do nich, by pozostali wierni temu dziedzictwu, by uczynili je podstawą swojego wychowania i przedmiotem szlachetnej dumy. – Przechowajcie to dziedzictwo! Pomnóżcie to dziedzictwo! Przekażcie je następnym pokoleniom – prosił, a jego wołanie jest dziś, kiedy wolni od zewnętrznego ucisku, sami ograniczamy naszą wolność wewnętrzną i lekceważymy korzenie – to wołanie jest dziś może bardziej potrzebne niż wtedy. Do legendy przeszły też wspólne śpiewy z pamiętnym „Góralu, czy ci nie żal” zaintonowanym przez prymasa Wyszyńskiego. – Czułem, że wówczas w Gnieźnie, na spotkaniu Ojca Świętego z młodzieżą, narodziło się nowe pokolenie Polaków, że ludzie stali się inni – wspominał później jeden z uczestników spotkania.

Jan Paweł II opuścił Gniezno następnego dnia rano. Żegnając się w Gębarzewie westchnął: "Z wielkim wzruszeniem żegnam ten podgnieźnieński las, bo ja jestem człowiek leśny... No, tak jest. Trudno się człowiekowi na starość od tego odzwyczaić. Ale myślę, że Pan Jezus mi jakoś pomoże. Kawał serca tutaj zostawiłem, nie wiem, ile mi jeszcze zostanie na resztę".

Galeria zdjęć i video z pielgrzymki do Gniezna 1979 na stronie www.archidiecezja.pl

Gniezno / Bernadeta Kruszyk


Podziel się tym materiałem z innymi:


 
Kliknij aby zobaczyć newsy zawierające wybrany tag: pielgrzymka, Jan Paweł II, Gniezno, Św. Jan Paweł II, kard. Franciszek Macharski