Strona główna
opoka.org.pl
2020-11-04 13:38
AC

Dlaczego dzieci nie chodzą na lekcje religii?

Pojawiają się informacje, że rodzice przestają posyłać swoje dzieci na lekcje religii. Niektórzy uzasadniają to wolnością wyboru dziecka, inni wytykają błędy katechetom. Nasuwa się pytanie: czy sami robią cokolwiek, by było lepiej?

Autor/źródło: Pixabay.com, CC0

Na różnych profilach w mediach społecznościowych można przeczytać takie komentarze: „Moje dziecko nie chce chodzić, to nie zmuszam”, „Prosił, abym go wypisał, to wypisałem, bo moje dziecko ma wolność wyboru”, „Nie chce, to nie! Ja swego dziecka zmuszać do niczego nie będę”, „To nie matematyka, żeby musiał się tego uczyć. Nie chce, to nie musi”. Wiele osób uważa, że lekcji religii nie powinno być w szkole. Nawet rodzice, którzy mienią się gorliwymi katolikami, uważają coraz częściej, że katecheza jest nudna dla ich dziecka i potrafią dziecko z takiej lekcji zwolnić. W czym tkwi problem? Czy tylko w programie, czy może jednak w czymś głębszym?

Wypisać łatwo, nauczyć trudniej
Bywa, że problem może leżeć w podejściu katechety. „Już dawno wypisałam córkę z religii w szkole, niestety trafiła na katechetów, którzy częściej na lekcji mówili o polityce niż o wierze w Boga. Dla nas w domu te dwa światy się nie łączą” – pisze jedna z matek na fanpage’u WP Parenting. Jednak często jest i tak, że rodzice sami nie mają obecnie tyle czasu, by pogłębiać relację z Panem Bogiem. Jeśli sami nie przywiązują do tego większej wagi, to będzie im łatwiej powiedzieć: „Dobrze, wypiszę Cię”, niż wytłumaczyć dziecku, dlaczego jednak powinno na lekcje religii uczęszczać. Poza tym wierzący rodzice mogą mieć także wpływ na katechetę. Jeśli dziecko skarży się, że jest więcej innych tematów aniżeli wiara w Boga, to przecież zawsze można pójść do szkoły i to wyjaśnić. Jedno pytanie: czy nam na tym w ogóle zależy, by było lepiej? Bo wypisać buntujące się dziecko jest najłatwiej. Odpowiednia interwencja dla dobra wszystkich, wymaga już nieco wysiłku.

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Annę Zagalską, żonę, matkę i babcię, osobę formującą przez kilka lat młodzież na spotkaniach przed bierzmowaniem: „Dziwi mnie fakt, że rodzice nie zapisują dzieci na lekcje religii, bo chcą dać swoim pociechom prawo wyboru, albo w ten sposób pokazują, że nie zgadzają się z tym, co dzieje się w Kościele katolickim. Czemu dając dzieciom prawo wyboru, w ogóle puszczają je do szkoły? Przecież zapewne dzieci wybrałyby, że nie chcą do niej chodzić. Nie przekonuje mnie też drugi argument podawany przez rodziców. Mnie też nie wszystkie działania niektórych księży katolickich się podobają, ale to nie znaczy, że mam pozbawiać moje dzieci, czy wnuki uczestnictwa w lekcjach religii. Jeżeli faktycznie bym stwierdziła, że pociechy są uczone nie tego, co trzeba na lekcjach religii, to zgłosiłabym to do przełożonych danego księdza. Błędy trzeba naprawiać, a nie obrażać się za nie na cały Kościół, który czyni wiele dobra. Uważam, że lekcje religii są jak najbardziej potrzebne, ważne jest jednak to, by faktycznie były dobrze prowadzone. Ja osobiście bardzo pozytywnie wspominam lekcje religii, w których uczestniczyłam przed laty. Nauczyły mnie one zaufania Bogu, pomogły zaprzyjaźnić się z Jezusem i docenić życie od poczęcia aż do śmierci. Myślę, że również moje dzieci wyniosły z lekcji religii wiele dobra i cieszę się, jak wracająca z przedszkola wnuczka śpiewa piosenki o Jezusie, który dla nas katolików jest wzorem dobrego postępowania” – dzieli się animatorka Domowego Kościoła Ruchu Światło-Życie.

Przykład idzie z góry

To prawda, że ważne jest, aby religia nie była oddzielona od życia. Wykuwanie pewnych formułek na pamięć nic dziecku nie da, jeśli nie będzie uczone relacji z Jezusem. Pozostaną one tylko pustymi formułkami. Rodzice deklarują podczas zawierania sakramentu małżeństwa, że przyjmą i po katolicku wychowają potomstwo, którym Bóg zechce ich obdarzyć. Następnie obiecują wychować w wierze dziecko, które przynoszą do chrztu. To w domu rodzinnym dziecko uczy się pierwszych modlitw. I to już tam powinno zacząć rozumieć, że nie są to tylko wyuczone słowa, ale budowanie relacji z Kimś, kto ich słucha. Dobrym wyjściem jest wspólna, rodzinna modlitwa. Nie musi być długa, Ważne, aby cała rodzina potrafiła razem, swoimi słowami Bogu za coś podziękować i wspólnie prosić o ważne dla rodziny sprawy. Przykład rodzin z Domowego Kościoła Ruchu Światło-Życie pokazuje, że dzieci bardzo chętnie wchodzą w taką spontaniczną modlitwę i uczą się żywej relacji z Bogiem. Bóg staje się im bliski, gdy widzą, jak bardzo oddani są Panu rodzice. Dziecko, które ma tak budowaną relację z Bogiem, łatwiej zrozumie pewne rzeczy podczas późniejszej lekcji religii. I kiedy będzie musiało nauczyć się już pewnych formuł, będzie widziało w nich coś więcej. Kiedy będzie musiało poznawać coraz trudniejsze dla niego prawdy wiary, będzie lepiej je przyswajało, mając relację z Bogiem i przykład wyniesiony z domu.

Lekcja religii powinna pociągać dziecko, a później młodzież, do Pana Boga. Nauka katechizmu jest bardzo ważna. Tylko zawsze rozum musi iść w parze z wiarą. Jeśli posyła się dziecko na lekcję religii, ale w domu nie ma ono przykładu lub co gorsza przykładu nie daje i katecheta, to ono bardzo szybko się do niej zniechęci. Dzieci nie da się oszukać. Dziecko jest bardzo dobrym obserwatorem. Uczy się życia przez obserwowanie otaczającego je świata i wyłapuje bardzo wiele zachowań. Jeśli dana rodzina faktycznie żyje tym, co głosi, to dziecko będzie się czuło pewniej, bo nie będzie odczuwało dysonansu między tym, co się mówi, a tym, co się czyni. Młody człowiek, który pozna przykazania Boże i kościelne, natychmiast wychwyci ich brak w życiu swojej rodziny, czy, nie daj Boże, księdza prowadzącego lekcję religii bądź katechetki. A tego osoba, która uczy dziecko o Bogu, fundować mu nie powinna.

Anna Zagalska dodaje, że osoby, które nie chodzą na lekcje religii, powinny w tym czasie, gdy trwa lekcja religii mieć lekcje etyki. Jeśli rodzice kategorycznie zdecydują, aby dziecko na religię nie chodziło, to powinni zapewnić mu chociaż naukę o wartościach i wzajemnym szacunku. „Nawet jeśli ktoś nie jest katolikiem, powinien mieć wpajaną etykę, by potrafił się zachować godnie wobec siebie i innych” – podkreśla animatorka młodzieży przygotowującej się do bierzmowania.

Więcej ważnych i ciekawych artykułów na stronie opoka.org.pl →


Podziel się tym materiałem z innymi:


 

Polecamy
2020-11-04 13:02:27
miniaturka

Automatyczna kwarantanna. Kogo dotyczy?

Osoby, które mieszkają z osobą zakażoną koronawirusem, automatycznie zostają skierowane na kwarantannę. Nie czeka się już na decyzję sanepidu. Z obowiązku poddania się kwarantannie zwolniony został personel medyczny. Ma być na bieżąco badany testami antygenowymi.
2020-11-04 13:21:20
miniaturka

Obchody Dnia Zadusznego w Bolonii

W Dniu Zadusznym, 2 listopada br. na Polskim Cmentarzu Wojennym w San Lazzaro di Savena – Bolonia została odprawiona Msza św. w intencji 1432 żołnierzy 2. Korpusu Polskiego gen. W. Andersa spoczywających na cmentarzu. Po Mszy św. nastąpiło złożenia wieńców na Polskim Cmentarzu Wojennym, następnie na Cmentarzu Commonwealth oraz pod tablicą na Porta di Strada Maggiore.
2020-11-04 13:25:52
miniaturka

Papież Franciszek zachęca Polaków do uczestnictwa w „Różańcu do granic nieba”

Papież Franciszek zachęcił wszystkich Polaków do włączenia się w modlitwę różańcową w intencji Ojczyzny, prosząc Boga o pojednanie, przebaczenie grzechów, a także ukojenie cierpienia związanego z utratą dzieci nienarodzonych.
2020-11-04 13:46:08
miniaturka

Ogólnopolska pielgrzymka muzyków kościelnych na Jasną Górę w zmienionej formie

W związku z panującą pandemią COVID-19 zaplanowana tegoroczna ogólnopolska pielgrzymka na Jasną Górę będzie miała zmienioną formę. Szczegóły zostały podane przez o. Nikodema Kilnara PSPPE, krajowego duszpasterza muzyków kościelnych
2020-11-04 14:01:30
miniaturka

Pięknie żyć… wywiad z P. Ireną Osadzińską

Pani Irena Osadzińska (Caputa) urodzona w Olesku, w czasie II wojny światowej została wywieziona do Kazachstanu, gdzie pracowała w sołchozie. Poprzez Ałma-Atę, Kaszkient i Pahlevi dotarła do Teheranu. Pracowała tam jako wojskowa sanitariuszka. Następnie przebywała w Palestynie i Egipcie. Drogą morską dostała się do Włoch i również jako sanitariuszka pomagała polskim rannym żołnierzom. Po zakończeniu wojny wzięła ślub w Noci, w Italii. W 1946 roku przybyła do Wielkiej Brytanii. Tam mieszka do dziś.
2020-11-04 14:13:24
miniaturka

Bądźmy obrońcami bezbronnych jak nasz patron – kard. Wyszyński

„Stawajmy nie tyle w obronie silnych, co raczej zawsze po stronie słabszych, zwłaszcza najsłabszych. Bądźmy obrońcami bezbronnych! Tak zawsze czynił nasz Patron” - napisali w oświadczeniu pracownicy i przyjaciele Centrum Badawczo-Dydaktycznego Katolickiej Nauki Społecznej na Wydziale Społeczno-Ekonomicznym UKSW.