Strona główna
Serwis jest częścią opoka.org.pl
2016-11-30 15:45
iz / KAI

Bp Klimowicz: musimy pytać o to, jaką historię tworzymy dziś na Syberii

Nie można patrzeć na Syberię jedynie jak na miejsce zesłania. Musimy pytać o to, jaką historię my dziś tam tworzymy, co sobą przedstawiamy? - mówi bp Cyryl Klimowicz, ordynariusz największej diecezji katolickiej na świecie, św. Józefa w Irkucku na Syberii.

Autor/źródło: pixabay

Dorota Abdelmoula (KAI): Księże Biskupie, zbliżają się obchody XVII Dnia Modlitwy i Pomocy Materialnej Kościołowi na Wschodzie. O co powinniśmy się modlić dla Kościoła na Wschodzie?


Bp Cyryl Klimowicz: Przede wszystkim o powołania kapłańskie i zakonne, bo brakuje nam księży i przewodników duchowych. Nasza diecezja jest 30-krotnie większa od terenu Polski - pod względem terytorium, to największa diecezja na świecie. W tej chwili jest tu zaledwie 38 kapłanów i ponad 60 sióstr zakonnych. Większość z nich, to Polacy, ale są też kapłani ze Stanów Zjednoczonych, z Indonezji, Indii, Korei Południowej.


Mamy też wielu świeckich katechetów, w miejscach, do których księża nie mogą dotrzeć. To ludzie, którzy nie tylko przekazują wiedzę, ale też dają świadectwo wiary. Kościół, to jest sprawa Boża i żywy organizm, którego fundamentem jest Jezus Chrystus.


Dzieci i młodzież na Syberii garną się do Boga, ale ktoś musi ich prowadzić. Ten proces, choć powolny, postępuje. Wielu tutaj mówi, że należy do Kościoła, ale kiedy pytamy, gdzie byli ochrzczeni - nie wiedzą, co to jest chrzest.


KAI: Jak dużo jest katolików w diecezji irkuckiej?


Bp Klimowicz: Katolicy są rozproszeni na tym olbrzymim terenie. Szacuje się, że mamy ok. 50 tys. wiernych, ale być może jest ich więcej. Tym bardziej, że ruch migracyjny jest duży: wielu wyjeżdża do Moskwy, Sankt-Petersburga i innych części Rosji. Tutaj wielu katolików ma korzenie polskie, ukraińskie, białoruskie, litewskie. Ale są też miejscowi: np. Jakuci, Buriaci - oni sami garną się do Boga, przeżywają nawrócenie.


KAI: Czy w Kościele na Syberii są młodzi?


Bp Klimowicz: Tak. Z naszej diecezji na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa pojechało 130 osób. Mogłoby być ich więcej, gdyby nie obawy rodziców, związane z napiętą sytuacją polityczną. Wyjeżdżając stąd, młodzi byli niepewni, przestraszeni. Polskę przedstawiano im negatywnie. Dopiero, kiedy byliśmy w diecezji ełckiej, dokąd zaprosił nas bp Jerzy Mazur, oni się otworzyli. Mówili, że takiej miłości i dobroci nigdy nie doświadczyli. Zobaczyli prawdziwe oblicze Polski i Kościoła.


Kiedy wrócili ze spotkania z papieżem, frekwencja w kościołach na Syberii wzrosła. Wizytując parafie widzę, że ci młodzi są dziś drogą do Boga dla innych. Dzielą się swoim świadectwem, także z nieochrzonymi członkami swoich rodzin: rodzicami, dziadkami.


KAI: Księże Biskupie, jak wyglądają współcześnie polskie ślady na Syberii?


Bp Klimowicz: Wśród potomków Polaków są tacy, którzy już nie mówią po polsku. Ale chętnie uczą się polskiego. Dzięki Bogu, mamy też polskich nauczycieli.


W obchodach stulecia powstania kościoła w Wierszynie, polskiej wiosce na Syberii, wzięła udział 40-osobowa grupa studentów z Moskwy, uczących się języka polskiego. Przyjechała też młodzież z Gdańska, która uczy się języka rosyjskiego. To było piękne, bezpretensjonalne spotkanie młodego pokolenia. Podczas Mszy świętej Rosjanie czytali po polsku fragmenty Pisma Świętego. Trzeba szukać dobrych śladów.


KAI: Polskie ślady, związane są jedynie z historią zesłań?


Bp Klimowicz: Nie należy rozrywać rany, która się goi. Nie można patrzeć na Syberię jedynie jak na miejsce zesłania. Znamy te wydarzenia z kart historii, ale współczesność jest inna. Trzeba nam patrzeć na Syberię z miłością, dobrocią, człowieczeństwem. Oczywiście, historia Polski i innych narodów pokazuje ogrom cierpień, ale jeżeli Pan Jezus tyle wycierpiał, żeby zbawić ludzkość, to co mówić o nas.


Ponadto, czy Polska jest tylko terenem obozów koncentracyjnych z czasów II Wojny Światowej? Czy naród niemiecki, to jedynie hitlerowcy? Czy naród rosyjski, to tylko stalinowcy? Musimy być ludźmi wiary, przebaczenia, miłości. Grzech rujnuje w nas dobroć i świętość. Nie można do tego dopuścić. Musimy pytać o to, jaką historię my dziś tworzymy, co sobą przedstawiamy? Dać świadectwo miłosierdzia – to nasza wielka odpowiedzialność i zadanie. A rok miłosierdzia był także po to, abyśmy mogli zobaczyć, w jaki sposób to czynić.


Syberia nie powinna się kojarzyć jedynie z osobami starszymi, czy ubogimi. Tutejsi mieszkańcy, to często ludzie eleganccy, inteligentni, ale to także pokolenie, któremu wyrwano Boga. Sam wychowałem się w czasach, kiedy wszystko krytykowano, wszystkiego zabraniano. Nasi nauczyciele mówili: jeśli jesteś wierzący, pokaż mi Pana Boga. To są słowa szatana. Teraz Kościół się odradza - i to jest właśnie siła Boża, którą widzimy w tych ludziach. Przez naszą posługę Jezus daje im możliwość dojścia do portu zbawienia.


KAI: Co jest największą troską Księdza Biskupa, myśląc o codziennych wyzwaniach Kościoła na Syberii?


Bp Klimowicz: Przede wszystkim troska o dzieci i młodzież, którym brakuje pełnej rodziny. Dziecko, porzucone, głodne, które nie doświadcza miłości rodziców, zgodzi się na wszystko, żeby zdobyć kawałek chleba. Dlatego młodzi kradną, popadają w narkomanię, wąchają klej.


Są parafie w których jeszcze kilka lat temu nie było ani jednej pełnej rodziny, w której rodzice zawarli związek sakramentalny, a wszyscy w rodzeństwie mają tych samych rodziców. Bywają rodziny z pięciorgiem dzieci, spośród których każde ma innego ojca.


Troska o to, by te dzieci przygarnąć - to proces bardzo trudny, ale pozytywny w skutkach. Wspaniale robią to siostry, które tworzą dla nich kluby, przedszkola, otwarte także dla dzieci innych wyznań i niewierzących. Wszystkim mówimy o Bogu, a łaska Boża w nich działa.


KAI: Są przykłady tego działania?


Bp Klimowicz: Pamiętam jedne z tzw. "Wakacji z Bogiem" organizowanych dla młodzieży w naszym domu rekolekcyjnym w Listwiance nad Bajkałem. Przyjechała tam grupa ok. 30 młodych, wydawałoby się: chuliganów. Była wśród nich 14-letnia dziewczyna, bardzo zbuntowana. Kiedy zacząłem z nią rozmawiać, zobaczyłem na jej ręku wielką bliznę. Co się stało? Gdzie się tak skaleczyłaś? - zapytałem, a ona powiedziała: to moja mama, pijana, z nożem... Od razu zrozumiałem, dlaczego jej w sercu było tyle agresji i nienawiści. Dziś ta dziewczyna jest prawą ręką sióstr albertynek, które pracują z dziećmi w Usolu Syberyjskim.


Proces wychowania połączony jest z dawaniem miłości - nie własnej, ale tej, pochodzącej od Pana Boga. Dzięki tej miłości młodzi ludzie, wspaniali, wykształceni, zakładają rodziny i zdobywają zawody. Oni są naszą przyszłością. I jeżeli wierzą w Boga - to idą za Nim na całego!


Przypomina mi się świadectwo młodego chłopaka, który mówił, że nie jest mu łatwo, bo w swojej rodzinie tylko on jest wierzący. Jednak mówił, że wiara jest jego dumą i honorem, że modli się o nawrócenie swoich bliskich. W Polsce to rodzice prowadzą dzieci na katechezę - tutaj bywa odwrotnie.


Kiedy wizytowałem parafię w Magadanie, spotkałem 80-letnią panią, która na pytanie o to, kiedy została ochrzczona, odpowiedziała, że pół roku temu. Przyjechali tu jacyś dobrzy wujkowie – tak wspominała pierwsze wrażenie, jakie zrobili na niej misjonarze z Ameryki - Najpierw chrzest przyjęły moje wnuki, potem moja córka, a na końcu i ja poczułam tę łaskę.


KAI: A jak wyglądają dziś relacje z Cerkwią?


Bp Klimowicz: W mojej diecezji wyglądają dobrze, wręcz: bardzo dobrze. Zawsze jest łatwiej, jeśli rozumie się mentalność drugiego człowieka. Ja wychowałem się w ustroju komunistycznym. Ponadto, patriarcha Cyryl podniósł poziom kształcenia i formacji przyszłych prawosławnych duchownych. Nie wszędzie, ale w wielu miejscach, kontakty z biskupami prawosławnymi są wspaniałe.


Prowadzę teraz remont katedry i kurii, i od biskupa prawosławnego otrzymałem do katedry piękną figurę Matki Bożej w płaszczu opiekuńczym. Kontakty i dialog zależą od obu stron.


KAI: Duchowe odrodzenie Rosji, o którym mowa m.in. w objawieniu fatimskim, już się dokonuje?


Bp Klimowicz: Każde objawienie, także fatimskie, pokazuje nam otaczającą nas rzeczywistość. Nawrócenie trzeba zawsze zaczynać od siebie. Nawrócić się, to znaczy być z Bogiem, uwielbiać Go, trwać w łasce uświęcającej. To znaczy żyć przykazaniami, być miłosiernym na wzór Chrystusa. Nie każdemu z nas przychodzi to z łatwością.


Patrzę też na siebie: kiedy coś się nie udaje, nie można się zamknąć w szafie pancernej. Trzeba nabrać siły z Boga i wyjść do ludzi. Żeby kogoś nawrócić, musisz sam być nawrócony. Trzeba się modlić i za siebie, i za innych.


KAI: Dziękuję za rozmowę.


Bp Cyryl Klimowicz urodził się 5 listopada 1952 r. w Amangieldach w Kazachstanie, dokąd została zesłana jego rodzina. W latach 1956-1965 mieszkał na terenie Białorusi, a następnie w Polsce. Po ukończeniu Wyższego Seminarium Duchownego „Hosianum” w Olsztynie, 8 czerwca 1980 r. przyjął święcenia kapłańskie z rąk bpa Józefa Glempa. Pierwsze lata kapłaństwa spędził w Polsce. Następnie, w czerwcu 1990 r. przyjął funkcje proboszcza, oraz dziekana w miejscowości Głubkoje, na terenie archidiecezji Mińsko-Mohylewskiej na Białorusi. Dn. 13 października 1999 r. Jan Paweł II, mianował go biskupem pomocniczym archidiecezji Mińsko-Mohylewskiej. Do 2003 r. bp Klimowicz pełnił też funkcję wikariusza generalnego archidiecezji i proboszcza mińskiej katedry. Dn. 17 kwietnia 2003 r. został ordynariuszem katolickiej diecezji Świętego Józefa ze stolicą w Irkucku - największej diecezji na świecie, o powierzchni ponad 10 mln km kw. Od 2004 r. jest wiceprzewodniczącym Konferencja Katolickiego Episkopatu Rosji.

abd / Irkuck


Podziel się tym materiałem z innymi:


 
Kliknij aby zobaczyć newsy zawierające wybrany tag: bp Cyryl Klimowicz, diecezja św. Józefa w Irkucku, Syberia