Ratować dziecko, poświęcić matkę? To nie jest nauczanie Kościoła!

Tragedia, która zdarzyła się w szpitalu w Pszczynie, stawia nas przed trudnymi pytaniami w kwestiach bioetycznych i medycznych. Najważniejsze brzmi: jakie są granice poświęcenia zdrowia i życia matki dla ratowania życia dziecka znajdującego się w jej łonie?

Śmierć młodej kobiety w ciąży wzbudza ogromne emocje – to zrozumiałe. Nikt nie pragnie, aby kobiety umierały, osierocając dzieci. Wypada to powiedzieć głośno i dosadnie: nie pragną tego ani katolicy, ani konserwatyści, ani liberałowie, ani prawodawcy, ani lekarze. Wszyscy, niezależnie od wyznawanego światopoglądu, stają wobec tych samych trudnych pytań etycznych. Co robić w sytuacji, gdy istnieje zagrożenie życia jednego człowieka, a ratowanie go wymaga poświęcenia życia drugiej osoby?

Spróbujmy na chwilę odejść od konkretnej sytuacji zagrożenia życia matki w przypadku letalnej wady płodu. Konieczność wyboru pomiędzy jednym a drugim życiem ludzkim pojawia się bowiem w wielu okolicznościach. Wyobraźmy sobie, że na polu walki mamy dwóch poważnie rannych żołnierzy. Stan medyczny żołnierza A jest taki, że nie rokuje szans na przeżycie – kula przeszyła jamę brzuszną, powodując obrażenia niemożliwe do zoperowania, jest tylko kwestią czasu, kiedy umrze. Żołnierz B może natomiast być uratowany, jednak aby to zrobić, trzeba przemieścić żołnierza A, który leży na swoim towarzyszu walki. Sanitariusz zdaje sobie sprawę, że przyspieszy w ten sposób śmierć żołnierza A, nie może jednak zaniechać działań, ponieważ jest to jedyny sposób, aby uratować życie drugiego rannego.

Tego typu sytuacje zdarzają się nie tylko na wojnie. Dwa lata temu, 22 sierpnia 2019 na Giewoncie miało miejsce zbiorowe porażenie piorunem. Ratownicy, którzy dotarli na miejsce, zobaczyli dziesiątki rannych osób, w tym dwoje dzieci, które usiłowali reanimować inni poszkodowani. Zgodnie z zasadami ratownictwa TOPRowcy podjęli resuscytację, jednak po pewnym czasie musieli ją przerwać, ponieważ nie przynosiła żadnego efektu, a dalsze jej kontynuowanie oznaczałoby rezygnację z udzielenia pomocy dorosłym, których dało się jeszcze uratować.

Wróćmy do sytuacji zagrożenia życia kobiety w ciąży. Tak jak w poprzednich przypadkach mamy do czynienia z koniecznością wyboru pomiędzy dwoma dobrami tego samego rzędu: życiem matki i życiem dziecka. Nie jest prawdą, jakoby Kościół nauczał, że w takiej sytuacji życie dziecka jest z zasady ważniejsze od życia matki. Ogólna zasada etyczna mówi o tym, że istotny jest cel działania. Jeśli w tym przypadku jest nim ratowanie życia matki, należy podjąć wszelkie kroki, które są niezbędne, aby to umożliwić. Do lekarza należy ocena, jakie kroki są niezbędne. Jeśli jedyną możliwością ratowania życia matki jest usunięcie płodu z jej macicy poprzez wywołanie poronienia, przedwczesnego porodu czy cesarskie cięcie, lekarz ma prawo podjąć taką decyzję. Nie zabrania tego ani Kościół, ani obowiązujące w Polsce prawo.

Co zdarzyło się w szpitalu w Pszczynie? Trzydziestoletnia pacjentka w 22 tygodniu ciąży zgłosiła się do szpitala ponieważ odeszły jej wody płodowe. Jej dziecko dotknięte było wadami wrodzonymi. W szpitalu znalazła się dzień po odejściu wód, na kolejny ranek wyznaczono jej operację. Tego samego dnia kobieta zmarła. Czy jej dramat spowodowany był błędami medycznymi? Tego nie wiemy i tego dotyczą obecne działania prawne rodziny, zmierzające do ustalenia stanu faktycznego. Wbrew twierdzeniom propagatorów aborcji, którzy chcieliby widzieć w niej rozwiązanie wszelkich problemów ciężarnych kobiet, bezwodzie nie jest jednoznacznym wskazaniem do aborcji. Owszem, przedwczesne pęknięcie pęcherza płodowego jest sytuacją niezwykle groźną, zdarzają się jednak przypadki dzieci, które urodziły się w trzecim trymestrze ciąży, choć wody płodowe odpłynęły już w drugim. Nieprawdą są również twierdzenia, że antybiotyki można było podać matce dopiero po aborcji. Tyle, jeśli chodzi o racje medyczne. Natomiast jeśli chodzi o kwestie prawne, to z całą pewnością zeszłoroczny wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie zakazuje ratowania życia matki w takich okolicznościach, także jeśli wymagałoby to dokonania aborcji.

Wypada wszakże wyjaśnić jeszcze jedną kwestię, którą poruszył wczoraj poseł Bartłomiej Sienkiewicz. Komentując śmierć kobiety z Pszczyny stwierdził on: „Odbieram to jako tragedię spowodowaną przez nieludzkie prawo. Tragedię spowodowaną przez fanatyków ideologiczno-religinych, którzy opanowali prokuraturę. Jest za tym jeszcze jeden współwinny. Kościół katolicki wynosi na ołtarze kobiety, które mając dzieci i męża, ryzykują swoje życie, żeby urodzić dziecko w zagrożonej ciąży. Jestem ojcem czwórki dzieci i gdyby moja żona powiedziała, że chce urodzić dziecko zagrożone i może osierocić czwórkę dzieci, to prawdę mówiąc, nie wiem, jakbym się zachował”.

Z faktu, że Kościół wynosi na ołtarze takie kobiety jak Gianna Beretta Molla, która zrezygnowała z własnej terapii, aby uratować życie swojego nienarodzonego dziecka, nie wolno wyciągać wniosku, że każda kobieta ma obowiązek ryzykować życie, aby urodzić dziecko w zagrożonej ciąży. Po pierwsze, każdy taki przypadek należy rozpatrywać indywidualnie, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności. Po drugie, wskazanie ideału heroizmu nie oznacza określenia obowiązku moralnego dla wszystkich. Przenieśmy się znów na moment w realia pola walki. Oto żołnierz postanawia ratować ciężko rannego kolegę, przedzierając się do niego pod gradem kul, ryzykując własnym życiem. Jest to szlachetna postawa, którą będziemy pochwalać i która zasługuje na wojskowe odznaczenie. Nie możemy jednak wymagać jej od wszystkich. Mogą też wystąpić okoliczności, w których takie działanie byłoby wręcz irracjonalne: szanse na uratowanie rannego byłyby bliskie zera, a śmierć ratującego niemal pewna.

Aby podjąć najlepszą możliwą decyzję czy to w sytuacji ratowania rannych, czy ratowania życia dziecka i matki, potrzebujemy racjonalnej oceny sytuacji. Fakty ocenia się w świetle najlepszej dostępnej w danym momencie wiedzy medycznej. To, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe, dzisiaj może być realną opcją, pojawiają się bowiem nowe terapie i procedury medyczne.

Czy w sytuacji kobiety z Pszczyny lekarze podjęli najlepszą możliwą decyzję? Czy dopuścili się zaniedbań lub błędów medycznych? Tego obecnie nie wiemy i tym ma się zająć prokuratura oraz biegli. Dopóki nie otrzymamy od nich odpowiedzi, wypada powstrzymać się z wyciąganiem daleko idących wniosków. A z pewnością nie wolno twierdzić, że winę za tę śmierć ponosi Trybunał Konstytucyjny czy Kościół.

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama