Nie wiedzieliśmy, co będzie dalej i czy to już jest koniec papiestwa Jana Pawła II

Chwile po zamachu na papieża wspomina jego wieloletni sekretarz kard. Stanisław Dziwisz. „Nie pytał, kto strzelał do niego. Nie był tym zainteresowany. Modlił się, aby ta jego ofiara oraz cierpienie przyczyniły się dla dobra Kościoła oraz społeczeństw” – mówi.

W rozmowie z Karoliną Zając z Biura Prasowego Archidiecezji Krakowskiej kardynał podkreśla, że Jan Paweł II był zagrożeniem dla komunizmu, bo „już tu w Polsce, a później jako papież, mówił o prawach człowieka. Prawie do wolności, prawie do wolności słowa, do wyznawania swojej religii, prawach narodów do samostanowienia”.

„Głoszenie tych wszystkich praw komuniści, marksiści uznawali za niebezpieczne dla systemu. Dlatego chcieli tego papieża, który według nich był niebezpieczny, fizycznie zniszczyć. No i porwali się na to, żeby go po prostu zabić” – mówi wydarzeniach sprzed 40 lat kard. Dziwisz.

Wspomina pierwsze chwile po zamachu 13 maja 1981 roku i dramatyczną drogę do szpitala. „Jadąc do kliniki Gemelli, Ojciec Święty na początku miał jeszcze świadomość. Ta świadomość słabła, ale byłem przy nim w karetce i słyszałem, jak się modlił. Mogłem także usłyszeć intencję tej modlitwy” – opowiada kardynał.

„Nie pytał, kto strzelał do niego. Nie był tym zainteresowany. Modlił się, aby ta jego ofiara oraz cierpienie przyczyniły się dla dobra Kościoła oraz społeczeństw. Zwłaszcza że w tym czasie była walka o życie nienarodzonych. Tego samego dnia wieczorem miało się odbyć w innej części Rzymu wielkie spotkanie zwolenników aborcji. Wszystkie okoliczności tego zamachu były bardzo przykre” – mówi.

Opowiada też o momencie, kiedy już w klinice podszedł do niego dr Buzzonetti, lekarz papieża, i powiedział, że Ojcu Świętemu trzeba udzielić namaszczenia chorych. „Udzielałem tego sakramentu, kiedy papież leżał na stole operacyjnym. Na ten moment lekarze wstrzymali się ze swoją pracą. Modliliśmy się i mieliśmy ufność, że papież nie umrze. Ta ufność nie była jednak pewnością. Głęboko to wszystko przeżywaliśmy i nie wiedzieliśmy, co będzie dalej i czy to już jest koniec papiestwa Jana Pawła II?” – opowiada wieloletni sekretarz papieża.

„Największa przykrość s. Tobiany, która tam ze mną była, i moja to, że byli ludzie, którzy czekali na jego śmierć. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że są tacy i to był wielki ból. Na ogół jednak to była wielka miłość, wielka troska, aby ten papież, który już się zapisał jako wyjątkowy, przeżył. Żeby został przy życiu” – wspomina kard. Dziwisz.

Wraca też do pierwszej po zamachu audiencji papieskiej na Placu Świętego Piotra. „Muszę powiedzieć, że myśmy się bali – otoczenie. Jak wyjechać na ten plac, który był świadkiem tego zamachu? I jedynym, który nie miał żadnych wątpliwości, był papież” – mówi kardynał.

„Nasza obawa ogromna, jak on zareaguje? Jak ludzie zareagują? Zareagowali wielkim entuzjazmem i właściwie ci, którzy przybyli, ten plac wypełniony razem z papieżem, zaowocował wielką nadzieją na przyszłość. Entuzjazmem i odwagą. Podkreślił tu swoim zachowaniem wielką odwagę. Myślę, że te słowa: «Nie bójcie się» tu też miały zastosowanie – w stosunku do siebie samego” – podkreśla kardynał.

Czy zamach wpłynął na codzienną pracę Ojca Świętego? „Papież wcale się nie zmienił. Podjął pracę normalnie. Podjął również wizyty w parafiach w Rzymie, no i podróże zagraniczne” – zapewnia kard. Dziwisz. „Oczywiście byliśmy od tamtej pory bardziej ostrożni, żeby to się nie powtórzyło. Zwiększyło się na pewno bezpieczeństwo podróży. Później, kiedy zidentyfikowali zamachowca, okazało, że był już obecny podczas wizytacji w jednej z rzymskich parafii poprzedniej niedzieli. To znaczy, że był śledzony przez te siły, które, jak już powiedziałem, fizycznie chciały wyeliminować «niebezpiecznego papieża»” – dodaje.

Źródło: diecezja.pl

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama